poniedziałek, 6 maja 2013

Messidependencia. Barcelona 4:2 Betis

Kim jest dla Barcelony Messi? Wiemy to wszyscy. Jest jej liderem, najlepszym strzelcem, a po odejściu Valdesa stanie się jednym z jej kapitanów. Jak gra Barca bez Messiego? Powoli, ociężale, nieskutecznie, bez pomysłu. Śmiało można stwierdzić, że Duma Katalonii z filigranowym Argentyńczykiem to inny zespół niż bez niego. Czy zatem możemy mówić o Messidependencji (z hiszp. depender - zależeć od kogoś/czegoś), o której w Hiszpanii jest tak głośno? Patrząc na grę Katalończyków na przestrzeni ostatnich miesięcy z całą pewnością należy odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, a ostatni mecz z andaluzyjskim Betisem Sewilla tylko mnie (was?) w tym utwierdził.




62. minuta rewanżowego ćwierćfinału Ligi Mistrzów z PSG. Na Camp Nou Barcelona przegrywa 0:1, a w dwumeczu 2:3. Wszystkie oczy zwrócone są w okolice linii bocznej boiska. Stoi tam gotowy do wejścia Messi, który tydzień wcześniej w meczu z francuskim zespołem nabawił się kontuzji mięśnia dwugłowego. Bezradna dotąd drużyna Vilanovy łapie drugi oddech, jakby tchnięta wejściem "Atomowej Pchły" na murawę. Każda akcja musi przejść przez jego nogi, jak niegdyś przez Xaviego. Kulejąca "10" mimo odczuwanego dyskomfortu ma olbrzymi udział przy strzeleniu wyrównującego gola - jak się później okazało na wagę awansu. Całą resztę meczu tylko truchta. Gołym okiem widać było jak sama obecność Leo na boisku podziałała na resztę zawodników Barcy. Zaczęli być bardziej aktywni, grać wysokim pressingiem. Przypadek, czy objaw zależności od jednego zawodnika? Do tej kwestii odniósł się Andres Iniesta, który powiedział: "Messidependencia? To esencja naszego stylu gry. Leo jest dla nas absolutnie kluczowym piłkarzem. My pracujemy na niego, on strzela gole; on pracuje na nas, my strzelamy gole." Argentyńczyk nie zagrał w następnych trzech meczach (Saragossa, Gimnastic i Levante), które "Duma Katalonii" wygrała, lecz dwa z nich w stosunku 1:0. Był oszczędzany na mecz półfinałowy ze znajdującym się w wyśmienitej formie Bayernem. Katalońska prasa donosiła, iż mimo, że Messi nie jest jeszcze gotowy do gry, to na Alianz Arena wybiegnie od pierwszej minuty. Tak się też stało, lecz nie w pełni dysponowana "La Pulga" - tak jak cały zespół - nie miała nic do powiedzenia w starciu z monachijskim walcem. Po meczu trener Barcelony - Tito Vilanova - stwierdził, że "jedną z głównych przyczyn sromotnej porażki na Allianz Arena była słaba postawa Atomowej Pchły", ale dodał również, że nie stracił nadziei na awans, bo: "kiedy Messi zagra na swoim najwyższym poziomie, zrobi to także cała drużyna". 



Mimo pełnej koncentracji na dokonaniu cudu i odrobieniu strat z pierwszego meczu, Barca musiała także "ciułać" punkty w lidze, bo mimo sporej przewagi należało uważać na znajdujący się za plecami Real Madryt, który starał się mocno naciskać Katalończyków. Spotkanie z Althleticiem Bilbao na San Mames Messi rozpoczął na ławce rezerwowych. Nietrudno się więc domyślić jak spotkanie te przebiegało. Od początku spotkania drużyną przeważającą byli Baskowie, a sporadyczne akcje Barcelony kończyły się fiaskiem. W dodatku po głupim błędzie obrony (jednym z niezliczonych w obecnym sezonie) Ander Herrera strzelił gola na 1:0. Taki obraz gry utrzymywał się do 58. minuty, czyli jak łatwo zgadnąć... do wejścia na plac gry Messiego. Argentyńczyk po raz kolejny odmienił oblicze spotkanie strzelając fantastyczną bramkę i notując asystę przy trafieniu Alexisa. I to wszystko w 3 minuty! Gdyby nie wyrównujące trafienie w końcówce spotkania, czterokrotny zdobywca Złotej Piłki znów wyciągnąłby drużynę spod topora. Jednak pół godziny spędzone na murawie przywróciły nadzieję wszystkim kibicom Blaugrany, iż "remontada" jest możliwa, i że Bayern można jeszcze wyeliminować. Asystent Mistera, Jordi Roura po meczu stwierdził, że w im lepszej formie będzie Leo, tym większe szanse mamy". Jednak "Atomowa Pchła" całe spotkanie z Bayernem spędziła na ławce rezerwowych w obawie przed zerwaniem przeciążonego mięśnia. Jego klubowi koledzy po raz kolejny zostali rozbici przez Bawarczyków, tym razem w stosunku 3:0 i w dwumeczu nie "uciułali" choćby jednej bramki, a kibice w całej Hiszpanii zastanawiali się ile w tym winy Tito Vilanovy, który - ich zdaniem - nieumiejętnie wprowadzał kapitana Albicelestes do gry po kontuzji.

Co się stało, to się jednak nie odstanie, Barca z Ligi Mistrzów odpadła, a Messi ma jej pomóc na finiszu rozgrywek hiszpańskiej La Liga. Jak ważnym jest jej ogniwem i jak bardzo zależna jest od niego gra całego zespołu pokazał ostatni mecz z Betisem na Camp Nou. Blaugrana już po 2 minutach przegrywała 1:0 i mimo szybkiego wyrównania nie wyglądała jak zespół, który lada moment może zapewnić sobie mistrzostwo kraju. Genialne zagrania Iniesty to było za mało nie na Betis, lecz dla jego kolegów. Fantastyczne okazje marnowali Tello i TRZYKROTNIE Villa. W dodatku 2 minuty przed końcem pierwszej połowy strzałem życia popisał się Ruben Perez i do szatni Barca schodziła przegrywając 1:2. Komentatorzy zastanawiali się kiedy na boisku pojawi się "superrezerwowy" Messi. Zameldował się on na boisku w 56 minucie, zmieniając (w końcu) Davida Ville, który chwilę wcześniej znalazł (w końcu) drogę do bramki Adriana i doprowadził do wyrównania. Jak łatwo się domyślić od tej pory gra Barcelony nabrała rozpędu. "La Pulga" potrzebował niecałych czterech minut, aby fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie, a 10 minut później - po koronkowej akcji z Iniestą i Alexsisem - je podwyższyć. W końcówce mógł skompletować hattrick, lecz tym razem pojedynek sam na sam wygrał z nim bramkarz gości. Dzięki tym bramkom nie dość, że przedłużył swoją serię meczów w lidze z bramką z rzędu (na tę chwilę jest ich 21) oraz powiększył przewagę w klasyfikacji strzelców, to wyszlifował jeszcze jedną statystykę. Otóż jako rezerwowy, filigranowy napastnik strzela gola co 24 minuty! Najlepiej to co wydarzyło się na boisku po wejściu Leo skomentował inny bohater spotkania - Alexis Sanchez. Powiedział on: "z Leo na boisku jesteśmy bardziej zmotywowani. Z Bayernem niestety nie mógł zagrać". 

Czy po tym zdaniu należy stwierdzić, iż najlepszy obecnie piłkarz na świecie jest dla drużyny ważniejszy niż trener? Czy zawodnicy czują przed nim większy respekt niż przed Misterem? Tak daleko idących wniosków wyciągać nie należy, ale stwierdzić można na pewno, że gra Barcelony jest zależna od Messiego i jeśli sztab szkoleniowy oraz zarząd nie "odrobią lekcji" i nie przeprowadzą transferów na miarę renomy katalońskiego klubu, to Messidependencia będzie trwała. Pytanie tylko, czy tego chcą zawodnicy, kibice jak i sam Leo?

1 komentarz:

  1. niektórzy na temat piłki nie mają zielonego pojęcia, niektórzy interesują się wielkimi wydarzeniami, inni znowu są zapalonymi kibicami tego właśnie sportu... jednak, każdy kto słyszy BARCELONA myśli MESSI. Niby dlaczego, skoro to tylko (aż) jeden z kilku na boisku. Prawdą jest, że Messi stał się ikoną hiszpańskiego zespołu, który pod jego nieobecność gra czasem wręcz beznadziejnie. Według mnie problem tkwi w psychice pozostałych zawodników, którzy nie radzą sobie sami ze sobą. Wychodzą na boisko i kopią piłkę nieudolnie, jakby nie wierzyli we własne możliwości, a przecież są światowej klasy gwiazdami futbolu. nagle pojawia się ON i co? zawodnik, który 70 min nie potrafił wykorzystać żadnej sytuacji nagle odzyskuje piłkę i precyzyjnie odgrywa do Messiego, a ten strzela swojego kolejnego dola. W głowach zawodników zwolniony zostaje hamulec gdy Atomowa Pchła zaczyna grać... Barcelona bez Messiego potrzebuje dobrego treneraPSYCHOLOGA.

    OdpowiedzUsuń