Już dziś o godzinie 20:45 na Wembley naprzeciw siebie staną dwie niemieckie drużyny Borussia Dortmund i Bayern Monachium. Będzie im przyświecał tylko jeden cel - zwycięstwo w finałowym meczu piłkarskiej Ligi Mistrzów. Mimo, iż zespół z Westfalii skazywany jest na porażkę, a większość światowych mediów zaczyna już koronować Bawarczyków, to jest ktoś, kto za wszelką cenę będzie chciał temu zapobiec. I może tego dokonać. Nie mowa tu o Robercie Lewandowskim, Kubie Błaszczykowskim czy Marco Reusie. Tym kimś jest nazywany "Czarodziejem z Dortmundu", trener czarno - żółtych - Jurgen Klopp.
"Ludzie w przeszłości próbowali zdobyć Everest i musieli zawracać 10 metrów przed celem. Z nami może być tak samo, ale to nasza szansa". Tymi słowami trener Borussii Dortmund rozpoczął przedmeczową konferencję prasową. Te słowa mają uzmysławiać nam, jak daleko zaszła jego ekipa. Kiedy nikt na nich nie stawiał, oni odprawiali z kwitkiem kolejnych rywali, a sam trener pokazał, jak silne piętno odcisnął na stylu gry drużyny. Himalaistyczne porównanie ma jednak też za zadanie uświadomić kibicom jak daleko od upragnionego tryumfu znajduje się ekipa z Signal Iduna Park. Jednak niemieccy eksperci są zgodni, iż jedyną drużyną, która może pokonać naszpikowany gwiazdami Bayern jest prowadzona przez Kloppa Borussia. Jako argument potwierdzający ich tezę podają niesamowitą zdolność motywowania piłkarzy oraz wyciągnięcie z nich absolutnego maksimum. Za przykład podają - co jest jak najbardziej naturalne - Kubę Błaszczykowskiego, który z przeciętnego pomocnika stał się jednym z najlepszych skrzydłowych w Bundeslidze. Jednak moim zdaniem Klopp to ktoś więcej niż tylko osoba, potrafiąca zmotywować swoich zawodników do walki, bo takich trenerów jest wielu, a i stawka meczu sama w sobie taką motywacją jest, bo część zawodników zapewne nie stanie przed taką szansą nigdy więcej. Klopp to przede wszystkim zmysł taktyczny i personalny. Dobrze wie, kiedy nastawić się na kontratak, a kiedy trzeba prowadzić grę atakiem pozycyjnym. I potrafi do tego dobrać najlepszych wykonawców. Wielu skazywało na pożarcie Dortmundczyków już przed dwumeczem z Realem, jednak taktyka przyjęta w pierwszym meczu pozwoliła idealnie wypunktować słabe punkty Królewskich i wygrać 4:1. W rewanżu, mimo iż mało brakowało, a doszłoby do katastrofy, gra z kontry okazała się dobrą bronią na starający się za wszelką cenę strzelić gola Real, i tylko w swojej niesłychanej nieskuteczności Dortmundczycy mogli upatrywać tego, iż doszło do tak nerwowej końcówki. Opieranie tej opinii tylko i wyłącznie na tym dwumeczu byłoby oczywiście nadużyciem, jednak już w fazie grupowej, a także w 1/8 z Szachtarem było widać taktyczny geniusz "Czarodzieja". Pogubił się tylko raz - w meczu z Malagą i o włos przygoda BVB z europejskimi pucharami nie zakończyła się w kwietniu.
"Nasz stadion mógł stać się pustą świątynią, ale dzięki kilku mądrym ludziom klub powstał z popiołów" - powiedział skromnie Klopp, ale to on jest właśnie jednym z tych ludzi. Już jako trener Mainz pokazał, że potrafi zrobić coś niezwykłego z dość przeciętną drużyną. Kiedy dostał pod opiekę drużynę z Dortmundu, w której grali zawodnicy o dużo lepszej jakości, stworzył maszynkę do wygrywania ważnych spotkań. Między innymi z Bayernem, któremu dwa sezony pod rząd sprzątnęli krajowy tytuł sprzed nosa. Przemyślane ruchy transferowe, takie jak sprowadzenie za "grosze" Kagawy czy Lewandowskiego. Boki obrony oparte na Piszczku i Schmelzerze (który przecież przyszedł z trzecioligowego klubu), czy w końcu zastąpienie wyżej wspomnianego Kagawy i Sahina duetem Gundogan - Reus. To właśnie sprowadzenie tego ostatniego za 17 mln Euro jest do dziś największym transferowym wydatkiem klubu z Westfalii. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że te posunięcie było strzałem w dziesiątkę, bo jest to zawodnik, który decyduje o obliczu drużyny z Dortmundu, a jego wartość według portalu transfermarkt.de oscyluje teraz w okolicach 30 milionów Euro.
Ostatnią rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę, jest niesowity luz, który prezentuje ten trener i to, jak potrafi zaszczepić nim swoich zawodników. Na konferencjach prasowych nie daje wytrącić się z równowagi, często dowcipkuje i odpowiada dziennikarzom ciętymi ripostami. Potem to wszystko stara się przenieść na zespół, który w najważniejszych meczach nigdy nie "pękł" przed rywalem. Ale dziś nie będzie to zwykły rywal. Będzie to perfekcyjnie stworzona przez Heynckesa maszyna, która ma tylko jeden cel - wymazać z pamięci zeszłoroczną porażkę z Chelsea na Alianz Arena. A najbardziej zmotywowany będzie na pewno Robben.
"Oni mają Oktoberfest, piękne miejsca na wakacje, a my... wielkie serca". I to właśnie chyba tylko te wielkie serca mogą piłkarze Borussii przeciwstawić Bayernowi. Na papierze absolutnym faworytem są Bawarczycy, za którymi przemawia wszystko - od budżetu, przez piłkarzy, aż po doświadczenie. Jednak jest pewien człowiek, który będzie spoglądał na to wszystko z boku i kierował swoją żółto - czarną armią, nie oszczędzając gardła i nieustannie poprawiając swoich zawodników i udzielając im porad. Człowiek z wielkim sercem. Czy poprowadzi on BVB do tytułu? Bo... jeśli nie on, to kto?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz